Był zimny, pochmurny, kwietniowy poranek. Wstałam bardzo wcześnie, nie wiadomo dlaczego. Na dworze panował jeszcze półmrok. Las Nightwood wydawał mi się w tym momencie bardzo tajemniczy, nigdy nie zwracałam na niego uwagi. Wpatrując się w niego dobre kilka minut postanowiłam, że dziś pójdę tam na spacer. Nie bałam się, choć zawsze unikałam takich wędrówek. Szybko ubrałam się i zaparzyłam sobie herbaty, ponieważ w mojej chatce było bardzo zimno, jak na kwiecień. Usiadłam na łóżku, przy oknie, nadal wpatrując się w tajemniczy las.–Ale czy to będzie naprawdę bezpieczne?- cały czas zadawałam sobie to pytanie. Było w nim coś niesamowicie pociągającego- nigdy jeszcze tak on mnie nie ciekawił. Zarzuciłam na siebie płaszcz i poszłam. Oczywiście, zanim weszłam do lasu, potknęłam się o korzenie dobre kilka razy, więc moje spodnie nadawały się już tylko na rozpałkę. Powoli zaczęło wschodzić słońce, a chmury o dziwo zniknęły. Promienie nieśmiało przeciskały się przez gąszcz drzew. A ja szłam w stronę tego słońca, nie oglądając się za siebie. Szłam coraz głębiej w las, nie zdając sobie sprawy z tego, że nigdy tu nie byłam, i nie pamiętam drogi powrotnej. Nagle usłyszałam szmer liści. Przestraszyłam się tak, że krzyknęłam na cały głos. W tym momencie zza drzew pojawił się starzec, nie wyglądający groźnie, jego twarz od początku wzbudziła moją sympatię. –Witaj.- powiedział starzec. –Co Cię sprowadza do Nightwood? –Eee.. Jaa… Wyglądając dziś rano przez okno ten las wydał mi się bardzo tajemniczy… Nigdy nie zwracałam na niego większej uwagi, i postanowiłam iść na spacer.- odpowiedziałam, nie czując lęku. –Dobrze. I o to mi chodziło. To ja Cię tu sprowadziłem- powiedział starzec. Poczułam strach. Od razu pomyślałam sobie, że on chce mi coś zrobić. –Ale jak to? Co pan ode mnie chce?- zaczęłam krzyczeć i iść dalej w las. –Naprawdę, nic strasznego. Mam tu coś, ale musi to trafić w ręce kogoś odpowiedzialnego i odważnego. Przychodząc tu, pokazałaś, że jesteś odważna. I myślę, że będziesz też odpowiedzialna, kiedy dam Ci to coś.- powiedział mędrzec. –Ale co to jest?- zapytałam. –Zobaczysz….. W tym momencie mędrzec dał mi do ręki dosyć duże, zielone jajo, nie wiedziałam o co chodzi. Chciała się go zapytać co to jest, ale on gdzieś zniknął. Zaczęłam krzyczeć i nawoływać go, ale w lesie panowała cisza. Zaczęłam się bać. Biegłam na ślepo w las, byłam już cała poobdzierana przez wystające gałęzie. I nagle zobaczyłam ścieżkę. –Przecież jej tutaj nie było…- powiedziałam do siebie. Wchodząc do Nightwood żadnej ścieżki nie było. Nie mając innego wyboru szłam, szłam i szłam. Po godzinie wędrówki zobaczyłam moją chatkę. Nie wiedziałam, że zapuściłam się do lasu aż tak daleko. Wchodząc do niej napaliłam w kominku, przebrałam się i zaczęłam wpatrywać się w owe tajemnicze jajo. Nic się nie działo. Przez cały tydzień, kiedy tylko wstawałam, szłam do niego, a to nie dawało żadnych oznak życia. Byłam na siebie bardzo zła. Po co szłam do tego lasu? Żeby jakiś starzec dał mi jajko, które jest pewnie puste? A może żebym już całkowicie popsuła sobie nerwy? To niesprawiedliwe. Nagle, usłyszałam ciche skrobanie. Tak! Może w końcu się wykluje! Kiedy skorupki zaczęły odpadać oniemiałam z wrażenia. Moim oczom ukazał się smok. Malutki, z zielonymi, błyszczącymi się w słońcu łuskami. To była chyba samiczka. I była śliczna. –Jaka ty jesteś śliczna!- to było chyba moje najczęściej używane zdanie w tym dniu. Ale nie wiedziałam jak ją nazwać, i co gorsze- gdzie ona zamieszka, gdy już urośnie. Postanowiłam zrobić jej zagrodę, za moim skromnym ogródkiem. Ale na razie nie miałam na to czasu. Musiałam wymyślić jej imię. Nie mogło być ani za banalne, ani też bardzo wymyślne. Moja wychowanka zaczęła cicho popiskiwać –Dora! Dora! Hmm…. Gdzieś to już słyszałam. Tak! To było przecież w mojej ulubionej książce! W podskokach poszłam do mojej biblioteczki i znalazłam to jedno jedyne piękne imię- Nimfadora. I tak właśnie nazwałam moją smoczycę. Po kilku miesiącach ciężkiej pracy, stworzyłam zagrodę, i byłam z siebie bardzo dumna. I akurat dobrze się składało, bo Dora już praktycznie nie mieściła się w domu. Była na mnie zła, że już nie będzie mogła siedzieć na moich kolanach przy kominku, ale nie miała innego wyjścia. Teraz jest dorosłą smoczycą natury.
Liczę na wasze komentarze :) Zarówno pozytywne jak i negatywne. W końcu moje opowiadania nigdy nie będą dobre, to możecie mi też podpowiadać :) Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz